Każdy, kto choć raz próbował połączyć rozwijanie własnego biznesu z chodzeniem na spotkania networkingowe, zna to specyficzne uczucie wewnętrznego rozdarcia. Doskonale to rozumiem, bo sam buduję społeczności wokół Serial Networkers, a w tym roku wystartowaliśmy z Sarą z Akademią Networkingu właśnie po to, żeby ten błąd raz na zawsze wyeliminować. Z jednej strony wiesz, że musisz dowozić wyniki na tu i teraz – opłacić faktury, zamknąć kwartał, domknąć wiszące tematy. Z drugiej strony słyszysz ode mnie, że relacje to jedyny trwały kapitał w biznesie. I tak stajesz na środku sali konferencyjnej, trzymając w ręku mdłą kawę, z potężnym dylematem w głowie. Masz być agresywnym myśliwym, który rzuca się na każdego z wizytówką, czy może uśmiechniętym mnichem, który przez trzy godziny rozmawia o popkulturze, licząc na to, że kiedyś ktoś łaskawie coś od niego kupi?
Dla mnie ten balans to nie jest jednorazowy trik. To jest jak sport i taniec w jednym. W tańcu nie możesz cały czas prowadzić z tą samą, brutalną siłą, bo podeptasz partnerkę – musisz czuć rytm, czasem zrobić krok w tył, dać przestrzeń. Ale z kolei w sporcie, jeśli nie masz zakodowanej taktyki i nie idziesz po wynik, po prostu przegrywasz mecz. Żeby te dwa światy się nie wykluczały, potrzebna jest jedna, kluczowa rzecz: żelazna dyscyplina. Bez niej networking staje się po prostu miłym, ale bezużytecznym „szwendaniem się” po eventach, a sprzedaż – desperackim ciśnięciem cold calli.
Musisz zrozumieć, że networking to nie jest wrodzony talent czy kwestia tego, czy urodziłeś się ekstrawertykiem. To jest czysty skill. Taki sam jak jazda na rowerze, kodowanie czy robienie przysiadów. A skoro to skill, to żeby być w tym naprawdę dobrym, trzeba to po prostu regularnie ćwiczyć. Nie nauczysz się tego z książek, tak jak nie zrobisz formy na siłownię, tylko oglądając motywacyjne filmiki.
Często powtarzam taki żart, że szachy są w sumie dużo gorsze od pokera. Dlaczego? Bo jak przegrasz w szachach, to boli o wiele bardziej – wszystko było przecież idealnie widoczne na planszy, nie masz żadnej wymówki, po prostu rywal był mądrzejszy. W pokerze zawsze możesz zrzucić winę na złego dealera, nieszczęśliwy traf albo to, że nie widziałeś kart przeciwnika. I to jest genialna metafora tego, co robimy na eventach. Networking to jest właśnie taki miks szachów i pokera. Z jednej strony musisz grać jak w szachach – myśleć strategicznie, planować kilka ruchów do przodu, zastanawiać się, z kim połączyć kropki za miesiąc czy dwa. Z drugiej strony, wchodzisz w środowisko pokerowe. Musisz mieć świadomość, że na sali nie każdy gra fair. Ludzie blufują, zakładają maski idealnych rekinów biznesu z okładek magazynów i próbują Cię ograć na swoją korzyść. Twoim zadaniem jest to przejrzeć, zachować zimną krew i trenować swoją czujność.
Jak ten trening poukładać za pomocą dyscypliny, żeby nie zwariować i realnie na tym zarabiać? Narzuć sobie trzy konkretne, niesztampowe zadania, które całkowicie zmienią Twoją dynamikę na każdym kolejnym wydarzeniu.
Zadanie 1: Eksperyment z rolą grupową. Zamiast iść na event z klasycznym nastawieniem „pogadam z kimś”, wybierz w tym miesiącu dwa wydarzenia jako swoje bazy treningowe. Na pierwszym z nich wejdź w rolę „Słuchacza-Detektywa” – Twoim jedynym celem jest zadawanie pytań i zmuszenie rozmówców, by mówili przez 80% czasu. Na drugim evencie wejdź w rolę „Łącznika” – spróbuj poznać dwie zupełnie obce sobie osoby i połączyć je ze sobą, mówiąc: „Słuchaj, musisz poznać firmę X, bo oni robią dokładnie to, o czym przed chwilą wspominałeś”. W ten sposób ćwiczysz elastyczność i sprawdzasz, w którym uniwersum czujesz się najsilniejszy.Zadanie 2: Test siedmiu minut bez biznesu. Kiedy podchodzisz do nowej osoby, rzuć sobie wyzwanie: przez pierwsze siedem minut rozmowy masz całkowity zakaz zapytania „czym się zajmujesz?” oraz mówienia o własnej ofercie. Celowo zrzuć z Was pokerowe maski. Dowiedz się, co tę osobę jara po godzinach, jaki popkulturowy serial ostatnio zarwała, jaki sport trenuje albo jaki ma największy absurdalny ból głowy w tym tygodniu. Szukaj czystego, ludzkiego kontekstu. Gwarantuję Ci, że kiedy w końcu padnie pytanie o biznes, rozmowa potoczy się na zupełnie innym poziomie zaufania.Zadanie 3: Kreatywny ping-pong relacyjny. Zapomnij o nudnych, szablonowych wiadomościach wysyłanych po evencie w stylu: „Cześć, miło było poznać, w załączniku przesyłam ofertę”. Zadanie numer trzy wymaga dyscypliny 48 godzin, ale w wersji premium. Twoim celem jest wysłanie spersonalizowanego komunikatu, który jest podaniem dalej czystej wartości nawiązującej do Waszej rozmowy. Podrzuć link do niszowego artykułu, o którym wspominaliście, poleć kontakt, który może im pomóc, albo po prostu wyślij mema nawiązującego do Waszego wewnętrznego żartu z imprezy. Pokonaj algorytm nudy i zakotwicz się w pamięci tej osoby jako ktoś, kto wnosi jakość, a nie spam.
Gdzie możesz ten skill szlifować? Możesz trenować z nami całkowicie indywidualnie w ramach Akademii Networkingu, gdzie bierzemy Twój proces pod lupę i układamy strategię skrojoną pod Twój biznes, albo po prostu wpadać na nasze Serial networkers meetup i testować to wszystko w bezpiecznych, dynamicznych warunkach, gdzie nikt nie patrzy na Ciebie krzywo.
I na koniec najważniejsze: jeśli widzisz mnie albo Sarę na evencie – nie stój w kącie i nie bój się podejść. Nie gryziemy, nie oceniamy i nie oczekujemy od Ciebie idealnego elevator pitchu. Od tego właśnie jesteśmy, żeby pomóc Ci przełamać pierwsze lody, podpowiedzieć, jak rozegrać daną sytuację na sali i sprawić, byś poczuł się pewnie. Przestań więc polować z furią w oczach. Rozegraj to mądrze, potraktuj networking jak trening, a sprzedaż przyjdzie sama jako naturalny efekt uboczny zaufania, które po drodze wypracujesz.
Odwiedź akademianetworkingu.pl i zaobserwuj Akademia Networkingu by być na bieżąco.